Infekcje intymne – skrywany problem wielu kobiet

     Infekcje intymne to problem dotykający kilku milionów kobiet w Polsce rocznie. Statystyczna Polka w wieku 19- 45 lat przynajmniej raz w życiu rozpozna u siebie zmiany spowodowane stanem infekcyjnym miejsc intymnych. Każda z nas przynajmniej raz, będzie musiała skorzystać z pomocy udzielanej przez lekarzy ginekologów. I nic w tym by nie było złego, gdyby nie to, że większość kobiet choruje częściej niż jeden raz. Statystyki są tylko statystykami, bardzo często nie mającymi nic wspólnego z realiami. Są takie kobiety, których ten problem nie dotyczy ale są również i takie, które borykają się z nim wielokrotnie.

     Infekcje intymne mogą być różnego rodzaju, najczęstsze to te o podłożu grzybicznym (drożdżaki), bakteryjnym lub zakażenia pierwotniakami Trichomonas vaginalis (rzęsistkowica). Nie będę rozpisywać się na temat tego czym są i jak je rozpoznać. Tego typu informacji jest pod dostatkiem, niemalże na każdej pro-zdrowotnej witrynie dostępnej w sieci. Ten artykuł jest o zmianie spostrzegania problemu infekcji intymnych, od strony, o której kompletnie się nie mówi.

     Infekcje intymne w skrajnych przypadkach mogą pojawiać się nawet co miesiąc, z większym lub mniejszym nasileniem. Oznacza to, że przez cały ten czas, taka kobieta może cierpieć na ukrytą infekcję intymną. Zmiany hormonalne i poziomu świadomości kobiety w trakcie całego cyklu menstruacyjnego, to momenty, w których infekcje intymne pojawiają się najczęściej. Wiele kobiet, próbuje bagatelizować ten problem, kierowane wstydem i przekonaniem, że to jest normalne. W większości przypadków, każda kobieta na swój sposób nauczy się jak samej radzić sobie z tym problemem, co może skutkować poważnymi komplikacjami zdrowotnymi. Większość z nas jednak, w takich przypadkach szuka pomocy na zewnątrz, kolejny raz umawiając się na wizytę w poradni ginekologicznej. Wachlarz dostępnych leków jest ogromny. Każdy z nich w większości jest skuteczny, co pozwala nam sądzić, że po zażyciu leków jesteśmy już bezpieczne i zdrowe. W momencie, gdy lek się kończy a my wracamy dokładnie do tego stylu życia, który miałyśmy wcześniej, po jakimś czasie problem znów się pojawia. A przecież miało być już wszystko dobrze, „zdrowo się odżywiam, regularnie się badam i żyję jak normalny człowiek…” W tym miejscu rodzi się więc pytanie, co jest nie tak?

     Nasz organizm w pełni swojej mocy jest najdoskonalszą i najinteligentniejszą formą, jaką jesteśmy w stanie być. Szczęśliwy i wolny człowiek z reguły jest zdrowy a jego organizm niezachwianie jest zdolny do niemalże całościowej regeneracji. Nie wliczam w to oczywiście takich sytuacji jak np. utrata kończyn – bo tu o odrastaniu, na dzień dzisiejszy, nie ma mowy. Z naukowego punktu widzenia przyjmuje się, że organizm ludzki w przeciągu 11 miesięcy jest w stanie wymienić wszystkie swoje komórki na nowe, co potwierdza możliwość regeneracji ciała.

     Organizm szczęśliwej i spełnionej kobiety, nie będącej w konflikcie ze sobą samą jak i otoczeniem, w naturalny sposób nie ulega atakom zewnętrznych czynników takich jak bakterie, wirusy czy grzyby. Całe życie takiej kobiety jest pełne mocy i wiary w swoje możliwości. Takie kobiety nie chorują na nowotwory, są otwarte na świat i akceptują siebie takimi jakim są. To „spokój ducha” wpływa na to w jakim stanie zdrowia jest nasze ciało. Negatywne emocje są wprost dewastujące naszą psychikę i ciało. Nieuwolnione, zatruwają nasz organizm i na przestrzeni lat wywołują szereg komplikacji zdrowotnych. W tak toksycznym środowisku, nie ma mowy o prawidłowej regeneracji komórek i odporności naszego organizmu. Błąd jaki najczęściej popełniamy, to przesuwanie odpowiedzialności wyłącznie na zewnątrz i tam szukanie ratunku, nie pozwalając zastanowić się nad sobą, co robię nie tak, na co dzień, że mój organizm nie daje już rady albo nie jest w stanie się obronić. Pozwól sobie na chwilę wyciszenia, by zastanowić się nad swoim życiem.

     Niewątpliwie na stan naszego zdrowia wpływają dodatkowo czynniki zewnętrzne. Warto zrezygnować z nich na rzecz poprawy zdrowia i lepszego samopoczucia. Nie będę się tu rozpisywać o wszystkich, skupię się na tych, które moim zdaniem w podstawowy sposób wpłynęły nie tylko na poprawę mojego zdrowia, ale i moich klientek.

Dieta wysokocukrowa, czyli taka, która zawiera duże ilości cukrów w ciągu doby. Taki styl odżywiania niewątpliwie wpływa na rozwój grzybów – drożdżaków w naszym organizmie. Nie chodzi tu wyłącznie o cukier w postaci jakiej znamy ale o produkty zawierające białą mąkę takie jak pieczywo, pizza, makarony i wszystko co ją zawiera. Warto również pozbyć się nawyku słodzenia, spożywania słodyczy i kolorowych, gazowanych napojów. Nawet soki, które są przeznaczone dla dzieci to cukier (średnio 25% masy produktu, czyli ¼ opakowania w którym się znajduje). Taka ilość cukru w połączeniu z produktami mącznymi tworzy idealne środowisko dla rozwoju drożdżycy, nie mówiąc już jak fatalnie wpływa na resztę naszego ciała. Więcej informacji na ten temat bardzo precyzyjnie ujęte jest w tym artykule. Cukier dodatkowo silnie uzależnia o czym się kompletnie nie mówi, to dlatego właśnie tak trudno z niego zrezygnować.

Niewłaściwa higiena intymna, pod tym zagadnieniem kryje się dość szerokie spektrum możliwości. Chodzi tu nie tylko o zaniedbanie czystości strefy intymnej, czy przesadne, paranoiczne mycie się. Najbezpieczniejszym zwyczajem jest mycie stref intymnych 1-2 razy dziennie, unikając używania „specjalnych” reklamowanych środków do higieny intymnej zawierających szkodliwe chemiczne substancje. Substancje te nie tylko podrażniają i niszczą florę bakteryjną delikatnych stref intymnych, ale i wykazują silne działania rakotwórcze i są powodem zaburzeń endokrynologicznych, prowadzących do problemów takich jak np. niepłodność czy wady rozwojowe dziecka w łonie matki. Więcej na ten temat tych substancji pisałam tutaj. Udostępniłam w tym wpisie m.in. czarną listę najczęściej stosowanych niebezpiecznych substancji dodawanych do środków higieny intymnej. Zachęcam również kobiety, które bardziej otwarcie spoglądają w kierunku alternatywnych naturalnych sposobów mycia stref intymnych do zapoznania się z innym blogiem, który w jasny sposób wszystko opisuje. Link do niego znajdziesz tutaj.

Jednorazowe podpaski, tampony i wkładki, wbrew powszechnemu przekonaniu nie są sterylne i bezpieczne. W większości przypadków wykonane są z tworzyw sztucznych (plastiku) co z naturalnością nie ma nic wspólnego. Są nieprzewiewne, przez co ograniczają dostęp tlenu, a to z kolei tworzy idealne środowisko dla rozwoju patologicznych szczepów bakterii i grzybów. Dodatkowo jako wkład chłonny zawierają toksyczne granulaty, których zadaniem jest pochłanianie wilgoci i nieprzyjemnego zapachu tworzącego się podczas silnych procesów gnilnych, w tak korzystnym beztlenowym środowisku. Z tego punktu widzenia koniecznym wydaje się fakt dodawania substancji zapachowych do tego rodzaju artykułów higienicznych. W większości przypadków, substancje te wywołują reakcje alergiczne dodatkowo silnie podrażniając śluzówkę delikatnych stref intymnych. Więcej na ten temat pisałam tu. Jednorazowe podpaski zamień na wielorazowe, uszyte z tkanin naturalnych, więcej o nich znajdziesz tutaj.

Niewłaściwa bielizna, czyli taka, która jest uszyta z tkanin nienaturalnego pochodzenia. Mam tu na myśli wszystkie tkaniny wyprodukowane z tworzyw sztucznych  takich jak np. poliester. Nawet jeśli na metce znajduje się informacja, że oprócz poliestru jest również w domieszce bawełna (cotton), to i tak jest to tylko „zamydlenie oczu”. Każda tkanina, która ogranicza przewiewność i absorbcję wilgoci, może być potencjalną przyczyną kłopotów intymnych. Bezwzględnie należy pozbyć się tego rodzaju bielizny, nawet jeśli sporo kosztowała. Warto więc zrobić przegląd tego co używamy na co dzień, pozbywając się seksownych syntetycznych „majtusiów” i wybrać się na zakupy nowej i przyjaznej bielizny. Bawełniana bielizna również potrafi być intrygująco seksowna i urocza.

     Mogłabym wymienić jeszcze cale multum zewnętrznych czynników, które wpływają na stan naszych stref intymnych. Również i o nich można wystarczająco dowiedzieć się na stronach pro zdrowotnych w sieci. Nikt jednak nie wspomina w nich o wpływie naszych emocji na stan naszego zdrowia i odporności. Środowisko naukowe wierzy jedynie w namacalne dowody, nie wnikając nawet w najmniejszym stopniu w czynniki takie jak nasza emocjonalność. A przecież nie jesteśmy tylko zbitkiem „kupy mięsa”, czujemy i rozumiemy otaczający nas świat. Przynajmniej wydaje nam się, ze tak jest 🙂

     Kończąc ten wpis, jeszcze raz zapraszam Cię do chwili refleksji na temat najczęściej odczuwanych emocji i nad tym, czy zachowujesz je głęboko w sobie osłabiając się tym, czy potrafisz już żyć w zgodzie i harmonii ze sobą samą i światem obok.

     Zachęcam Cię również do zostawienia komentarza i jeśli masz jakieś pytania śmiało do mnie pisz, czy to w komentarzu czy na mój adres e-mail Monika@BeOPeN.com.pl 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.